Scotia's Hardy Boys - 26.11.98 koncert w Stodole




26 listopada w Stodole odbył się koncert zespołu Scotia's Hardy Boys wtłoczony w imprezę "Andrzejki po szkocku". W skład zespołu wchodziło trzech Szkotów (oczywiście w kiltach), grających na gitarze, skrzypcach, akordeonie, oraz dudach. Gitarzysta też udzielał się wokalnie. Chłopaki grali całkiem fajnie, jak najbardzeij po celtycku i z biglem, ale daleko im do Battlefield band czy Tannahill Weavers. Królowały standarty takie jak "Bonnie Banks of Loch Lommond", czy "Scots Wa Hee". Oczywiście przycinali konkretnie - dudy (GHB) zabrzmiały jednak tylko raz - wchodząc na scenę jeden z członków zespołu zagrał "Scotland the Brave". Sam zespół oceniłbym raczej jako muzyków pubowych (nie ma w tym nic złego - większość kapel folkowych na pewno się do takich zalicza). To że mają pubową prowenencję świadczy chociażby forma koncertu - trzy sety z przerwami.

Impreza ta jako całość nie spełniła jednak moich oczekiwań. O słabości imprezy nie zadecydował występ zespołu, a sama formuła "Andrzejek...". Formuła ta polegała na tym, że kapela grała trzy razy po 45 minut, a w przerwach puszczana była muzyka pop, co skutecznie niweczyło nastrój za każdą przerwą. Na moje telefoniczne pytanie, pani ze Stodoły poinformowała mnie, że nie będzie cały czas folku "bo ludzie muszą się przecież trochę pobawić". Zaraz więc nasuwa się pytanie - to po jaką cholerę organizuje się taką imprezę skoro przez większą cząść czasu "ludzie się nie bawią"? Moje uznanie natomiast zzyskali Szkoci wykonując poloneza, mazurka i oberka.

Powiadają że sztuka obroni się sama. Niestety, jak widać, nie przed organizatorami ze Stodoły

Podsumowując: impreza była nastawiona głównie na kasę - kolesie ze Stodoły wyczuli że jest koniunktura na celtów i na chama postanowili na tym zarobić nie przebierając w środkach i najmniejszym kosztem.

A przecież wystarczyłoby zatrudnić jako support jakąś polską kapelkę - choćby Open Folk (są cały czas w Warszawie), lub inny mniej znany zespół - i w ramach jednego wieczoru zagrać dwa koncerty nie przerywane kretyńskim disco. Wtedy na pewno z jarmarcznego przedstawienia facetów w spódnicach impreza przemieniłaby się w wydarzenie rangi artystycznej. Ale widać nie o to w tym wszystkim chodziło.

Pawel Dziemski


Copyright: Paweł Dziemski 1998, 1999, 2000
Ta strona jest częścią: Pierwszej Polskiej Strony Dudziarskiej