Wśród huku burzy, w piorunach błysku
Z Północnej Umbrii galopem uchodzę
Ścigany gniewem, upokorzony, z własnego Cruithah wygnany
Ja, którym siedział po króla prawicy
Dziś bez przyjaciół, majątku i czci
Smaga ma twarz zimny wiatr północny
Chichoczą stwory z ciemności zrodzone

Nikt nie pamięta, nienawiść została,
Bratobójcą przezwany z ojczyzny uchodzę
Wiecież teraz, czy nie?

Nikt zasług wielkich dziś nie pamięta
Wczoraj bohater a dziś banita
Rok temu to było
Na północnej granicy z odziałem w trzydziestu
spokoju poddanych żeśmy doglądali
Grzmot błysną
Piec dziesiątek
Koźlogłowych fomoraigow, pomiotów ciemności
Ku nam z wyciem pobieżało
Gardłem niechybnie byśmy przypłacili
Czarownik ich srogi ogniem w nas raził
Lecz dudy chwyciłem miast miecza - cóż da on
gdy przewaga tak liczna ?

Pieśń znam, co gdy filidzkim sposobem do ucha przyjaciół dotrze
otuchy im doda i siły ich wzmoże.
Padły pod mieczami druhów mych potwory,
kozom podobne Nifhellu plugawstwa
W panice wielkiej bieżały
Czarownik ich pada, mózg sie rozpryskuje
Królowi łeb jego rogaty przynoszę
ktory ten na dwie skrzynie srebra od czarnych wymienia

Kim zawżdy byłem
Nikt nie pamięta, nienawiść została,
Bratobójcą przezwany z ojczyzny uchodzę
Wiecież teraz, czy nie?

We dwóch dorastalim, z Bratem ukochanym
Pierwsi w zabawie, do bitki pierwsi
Jam w Muzyce, on w Walce niepokonani
Królewska córa jednemu z nas przypadnie

Lecz mag nadworny, oślizgły Dollan, co w prochu się nurzał,
w Xięgach zaczytywał, tych co przez swa niegodziwość spalone już dawno
iskrzącym płomieniem powinny być prawie
Nienawiść hodował w swym sercu do mnie i do brata

Trzecie miejsce zajmował za stołem królewskim
Jad w końcu serce mu przepalił srodze
Dollan zgładzić nas chytrze postanawia

Niech go pochłoną Nifhelu płomienie
Niech zdycha powoli w cierpieniach okrutnych
Niech mu robaki oczy wygryza, by prócz ciemności więcej nic nie zoczył

Kim zawżdy byłem
Nikt nie pamięta, nienawiść została,
Bratobójcą przezwany z ojczyzny uchodzę
Wiecież teraz, czy nie?

Zna on sztuki co oczy odejmą, zmaca rozum,
I tak zdraciecko podeszło nasz ścierwo
Podłym podstępem pies nas uraczył

Pora jesienna, sztorm morzem targa
Wicher wyje jak potępieniec
Z komnaty brata krzyk głośny dochodzi
Za oręż chwytam i wbiegam do sypialni
i widzę banshee co pazurami do mego brata szyi sięga
Tnę mieczem śmiało stworę ubijam, lecz cóż to
przede mną brat skrwawiony leży
To Dolan chytry oczy me omamił,
plugawym demonom ofiary złożywszy czas , przestrzeń i rzeczywistość
Miejscami zamienił

Krew na mych rękach
Krew na mym Sumieniu
Z klanu wykluczon, miana pozbawion - kimże zacz jestem przez bogów
przeklety?

Kim zawżdy byłem
Nikt nie pamięta, nienawiść została,
Bratobójcą przezwany z ojczyzny uchodzę
Wiecież teraz, czy nie?

Lecz w siłę urosnę
Do Cruithah powrócę
Niewinności dowiodę
Zdrajcy głowa spadnie

Pędź koniu, świszcz wietrze, śmiejcie się demony
Niech serce stwardnieje