Scena Otwarta Mikolajek Folkowych'99 w Lublinie

Mikolajki folkowe to chyba najstarszy festiwal folkowy w Polsce. Od 1990 roku jest corocznie organizowany przez Orkiestre pod wezwaniem Swietego Mikolaja. W ramach festiwalu odbywaja sie dwa konkursy - Scena Otwarta dla zespolow nie majacych jeszcze na koncie wydawnictw fonograficznych, oraz Folkowy Fonogram Roku.

W konkursie Scena otwarta wzielo udzial dziesiec zespolow wytypowanych na podstawie nadeslanych kaset. Kryterium jest oryginalny sposob prezentowania muzyki majacej swoje zrodlo w tradycji, spojnosc przedstawionych utworow oraz wyraz artystyczny. W tym roku wystapili.

Nie wiem jak bylo w poprzednich edycjach, ale w tym roku Poziom kapel byl niezly. W konkursie udzial wziely tylko trzy kapelki celtyckie, co swiadczy o przerzuceniu zainteresowan kapel ludowych z muzyki wysp brytyjskich w inne rejony. Prawdopodobnie w najblizszym czasie sytuacja sie ustabilizuje i muzyke celtycka beda grali tylko ci, ktorych to naprawde interesuje. Terra Incognita zagrala dwa utwory w klimacie "jak wyobrazam sobie celtycka muzyke" (dosyc ciekawie - i oryginalnie) i jeden utwor wykorzystujacy watki arabskie. Samhain gral bardzo typowo. Caly czas mam opory przed opisywaniem kapel, ktore nie robia na mnie zbyt duzego wrazenia - ale jest to tylko moj subiektywny punku widzenia. Moim zdaniem nie pokazali nic ciekawego - standardowe wiazanki irlandzkich melodii wykonane dosyc jednostajnie. Jakos nie moglem doszukac sie sensownych przeslanek do naglych przejsc z szybkiej melodii na wolna. Ciekawe bylo natomiast zastosowanie fletow andyjskich. Trzecia kapelka celtycka byla Slainte! - zagralismy dwa tance szkockie na dudy i dwie piosenki - The Hare in the Snow oraz Croocked Jack - bluesowa aranzacja z mocnymi synkopami nabijanymi przez riff z gitary elekrycznej.

Dwoma najciekawszymi kapelkami (praktycznie bezkonkurencyjnymi) byli Stara Lipa (drugie miejsce) oraz Jahiar Group (pierwsze), chociaz wedlug mojego rozeznania, technicznie byli na tym samym poziomie, mnie do gustu bardziej przypadla Stara Lipa. SL byli rewelacyjni - tak niesamowicie perfekcyjny (piekny, szkolony glos wokalistki, cudowne bezbledne skrzypce). Graja na motywach polskiej muzyki dawnej, ale w brzmieniu ich muzyki mozna takze znalezc watki celtyckie i inne europejskie.

Jahiar grali muzyke perska - zalozyciel zespolu pochodzi z Teheranu - gra na cymbalach i spiewa. Sympatyczna bebniarka z Orkiestry PW Sw. Mikolajow sekunduje mu na roznych instrumentach perkusyjnych. Bardzo dynamiczna i zywiolowa muzyka - uznanie dla gry na cymbalach i wokalu.

Niezli tez byli Kaptoszki - transowe interpretacje muzyki ludowej z Mazowsza.

Ciekawym zespolem byl takze Mama Bum z Lublina. Kilka (nascie?) mlodych mam grajacych na bebnach. Ale jakich! Naliczylem chyba z osiemnascie instrumentow od malutkich bebenkow po olbrzymie kotly. Dzieci dzielnie dopingowaly swoje mamy. Mamy zostaly nagrodzone przez jury za oryginalosc i dobor strojow.

Z oryginalna propozycja wystapila Ziemia Kanaan - kapelka grajaca Reggae o przeslaniu chrzescijanskim. W koncu ta muzyka tez wyrosla z tradycji ludowej. Hambawenah (co podobno oznacza jakies potwornie brzydkie slowo - jakie, przez przyzwoitosc nie zdradzili) zagrali i zaspiewali zywo kilka starych piosenek flisackich.

O zespole Jucal nic nie moge powiedziec - grali pierwsi i w tym wlasnie momencie przygotowywalismy sie do swojego wystepu. Jak slyszalem, zaprezentowali muzyke Hiszpanska.

Plusy naleza sie organizatorom za przestrzeganie terminow oraz przedzielenie kapelkom garderob. Mozna bylo spokojnie poprobowac. Kolorystyki calemy koncertowi dodawal niestrudzony Karol Ejgenberg, ktory poprowadzil Scene Otwarta, a w mysl zasady, ze spiewac kazdy moze, na koniec wykonal piosenke, ktorej tekstem japonskie Haiku, ktorego tlumaczenie Karol odczytal przed wykonaniem utworu. Muzyka (jak rozumiem) byla napisana przez Karola. Wiele osob krytykowalo Karola za "konferansjerke", za brak profesjonalizmu i zbytnie reklamowanie listy Muzykant. Wedlug mnie jednak Karol dodawal kolorytu calemu przedsiewzieciu i co by nie powiedziec, prowadzil Scene Otwarta w sposob niekonwencjonalny.

Zoltka kartka nalezy sie za organizacje noclegu w schronisku mlodziezowym (spotkalem sie z okresleniem "noclegownia") i brak pozywienia, ani nawet herbaty dla kapelek, ktore przyjechaly kawal Polski, zeby zagrac na festiwalu. Warsztaty byly przemyslnie ukryte w pozamykanych salach. Za wstep trzeba bylo zaplacic (chyba ze ktos mial wykupiony karnet). Byl jakis klub festiwalowy, stworzony chyba po to, zeby odseparowac muzykow od publiki. W klubie mozna bylo kupic sok i poczestowac sie paluszkami. Nie dziwota, ze w chwili naszych tam odwiedzin siedzialo tam tylko kilka osob. Sytuacje ratowala tylko impreza zorgarnizowana przez kilka bardziej rozrywkowych kapelek w schronisku mlodziezowym, gdzie bylo zakwaterowanie. Ale publika nie miala tam w nocy wstepu, wiec nic nikomu z tego nie przyszlo. Natomiast inni uczestnicy festiwalu, ktorzy nie brali udzialu w imprezie srodze ucierpieli, zostali bowiem pozbawieni okazji do snu. Pozbawial ich skutecznie autor tej relacji, majacy nadzieje, ze kiedys mu przebacza.

Ogolnie muzyka obronila sie sama. Dzieki Scenie Otwartej moglismy miec przeglad nowych, nieznanych zespolow folkowych. Teraz wypada pocieszac sie wspomnieniami i poczekac na letni sezon festiwalowy.

Pawel Dziemski


Copyright: Paweł Dziemski 1998, 1999, 2000
Ta strona jest częścią: Pierwszej Polskiej Strony Dudziarskiej