Polski Folk - czy takie zjawisko istnieje?


Artykuł ten powstał po częsci po rozmowie z Wojtkiem Ossowskim na Festiwalu w Dowspudzie'98.

Okres komunizmu zadał wiele poważnych ciosów polskiej kulturze. Ofiarą jego padła też polska muzyka tradycyjna. Stylizowane, nienaturalne oberki z kołchoĽników, tysiąc ludowych par tańczących na Stadionie Dziesięciolecia, Mazowsze wygrywające i wytańczające swoje sztywne kawałki - wszystko to zochydzało polską muzykę ludową, podczas gdy w zachodniej Europie ludzie wracali do swoich korzeni, i tworzył się oddolnie ruch folk.

Na początku powinienem wyjaśnić co rozumiem przez pojęcia folklor muzyka ludowa, oraz folk, które to słowa mają dla mnie bardzo różne znaczenie.

Muzyka ludowa to muzyka żywa jeszcze gdzie niegdzie na wsiach , tam gdzie nie wyparło jej Disco Polo, a muzykanci uczą się tradycyjnych utworów z pokolenia na pokolenie. Muzyka ta uderza swoją spontanicznością, rozbrzmiewa przy okazjach wesel czy pogrzebów i silnie związana jest mocnymi uczuciami. Jest to muzyka bardzo ekspresyjna, odzwierciedlająca stan duszy ludzi z danego regionu.

Folk to nurt prezentowany przez profesjonalnych (lub nie) muzyków, którzy szukają nowych sposobów grania tradycyjnej muzyki. Tworzą nowe melodie w oparciu o tradycyjną melodykę, często używają instrumentów nie związanych z regionem, lub anachronicznych.

Folklor to muzyka wyrwana ze swojego naturalnego środowiska, uwięziona w sztywnych ramach kolorowych stylizowanych strojów, wstążek, w koło tych samych figur tanecznych, sztucznych uśmiechów przyklejonych do twarzy gdy czas wyjść na scenę odtańczyć kolejnego obertasa dla Polonusów.

Przy takiej interpretacji Fryderyk Chopin staje się folkowcem pierwszej wody.

Jak więc widzimy, folklor i folk wyrastają z muzyki ludowej, istnieją z nią w pewnym związku, ale nie powinny być mylone, co się niestety często zdarza.

Dlaczego muzyka folk nie zdobyła nigdy sobie takiej pozycji jaką ma w Irlandii, Szkocji czy Bretanii?

Pierwszym czynnikiem był wspomniany powyżej najwspanialszy ustrój świata. Częste posługiwanie się ludowymi symbolami w propagandzie musiało zaowocować niechęcią do samego pojęcia muzyki ludowej. Młodemu człowiekowi słyszącemu przymiotnik "ludowy" przed oczami stawały gierkowskie dożynki i wyżej wspomniane szopki, co czem prędzej kierowało uszy tegoż osobnika ku nieskrępowanemu amerykańskiemu rock'n'rollowi (który nota bene również wyrósł z amerykańskiej i irlandzkiej muzyki folk).

Drugim czynnikiem jest niewątpliwie inna melodyka naszej muzyki rodzimej. Jest ona po prostu trudniejsza do zagrania i słuchania. Melodyka muzyki irlandzkiej i szkockiej jest bardzo zbliżona do współczesnej muzyki popularnej, czego nie można powiedzieć o muzyce rodzimej. W naszych melodiach tonacje molowe przeplatają się z durowymi, słychać zgrzyty i dysonanse, niepokojące nuty wybijają się chociażby z mazowieckich oberków. W muzyce polskiej pobrzmiewa tragiczna nuta będąca odbiciem ciężkiej sytuacji na wsi przez stulecia.

Kolejnym punktem jest to, że obecnie większość zespołów ludowych składa się ze śpiewających babci, a niemelodyjne miauczenie nie należy do wartości estetycznych. Ktoś zupełnie nie interesujący się tym tematem, nie ma najmniejszej szansy, żeby usłyszeć dobrze zagrany polski folk w radiu czy telewizji, w której jedyny program folkowy emitowany jest w sobotę o 7.30. Pokażcie mi wariata który wtedy wstanie żeby obejrzeć program o tej porze!

Jak w takim razie promować muzykę rodzimą? Na pewno nie nachalnie i nie na zasadach typowo marketingowych (w jak najkrótszym okresie zwiększyć maksymalnie sprzedaż). Nie mamy tu do czynienia z towarem jednorazowej sprzedaży. Jeżeli zaczniemy ładować w promocję kupę szmalu, organizować mnóstwo koncertów - muzyka ta na pewno stanie się modna. Na jeden czy dwa sezony. Potem modę na folk wyprze jakaś inna moda, a słuchanie tego rodzaju muzyki stanie się obciachem, do którego wstyd się przyznać. To stało się na przykład z modą na Depeche Mode. Kiedyś często widziało się ostrzyżonych na lotnisko kolesi w czarnych skórach. Obecnie spotkać takich gości można tylko w jakiś zapyziałych mieścinach. To samo stanie się z muzyką folk jeżeli stanie się ona tylko modą.

Innym aspektem gwałtownego zwiększenia rynku słuchaczy jest spadek poziomu wykonawców, co stało się z szantami. Nie zrozumcie mnie Ľle - szanciarze podłożyli kamień milowy w umuzykalnianiu społeczeństwa i rozpowszechnianiu muzyki tradycyjnej. Jednak po pewnym czasie z dawnych pięknych pieśni żeglarskich wyodrębnił się nurt piosenki mazurskiej, a uczynienie go wiodącym nurtem muzyki żeglarskiej było straszliwym błędem. Nagle zaczęły się tworzyć zespoły disco-mazuro grające w potwornych aranżacjach standardy, od których słuchania przez dziesięć lat już się chce wyć. Przyjrzyjcie się obecnym festiwalom szantowym np. w Krakowie. Można by odnieść wrażenie, że szanty stały się muzyką pop.

Czy jest to nieunikniony proces towarzyszący popularyzacji muzyki? Z jednej strony mamy np. Tannahill Weavers, których ostatnim płytom daleko do "Are Ye Sleeping Maggie" z lat siedemdziesiątych, z drugiej Battlefield Band, którzy cały czas rozwijają się mimo około dwudziestoletniego stażu i coraz szerszego grona słuchaczy nie tylko w Szkocji.

Myślę że istnieje metoda na popularyzację folku, bez zabijania go. Jest to spokojne pokazywanie tego co w folku najlepsze. Nie brutalne łączenie reggae z muzyką góralską - za cenę popularności traci się wtedy klimat i nastrój muzyki, ale prezentowanie kapel, które reprezentując dobry poziom potrafią być popularne bez rezygnacji ze swojej tożsamości. Jaki był cel połączenia tych dwóch skrajnie różnych melodyk, połączonych zupełnie bez sensu, nie mających żadnych wspólnych korzeni? Nie jestem przeciwnikiem synkretyzmu kulturowego w muzyce, ale wszystko trzeba robić z sensem. Dla mnie to co zostało stworzone w programie reggae i górale to odpowiednik ogórka z dżemem, musztardy z kisielem i śliwek z likierem - jak śpiewał Kukiz - nasz żołądek to nie San Francisco.

Aby udanie promować kulturę narodową - bo przecież o to też chodzi - nie należy pójść na ilość a na jakość. Trzeba więc promować wykonawców, których będziemy słuchać nie dlatego że oryginalnie połączyli mazurek z hava nagila, ale prezentują rzeczywisty poziom atrystyczny.

Właśnie dzięki takiemu cierpliwemu i długofalowemu postępowaniu będzie można wypromować muzykę folk jako stały, pełnoprawny nurt w naszej muzyce, a nie kilkusezonową modę.



Pawel Dziemski


Copyright: Paweł Dziemski 1998, 1999, 2000
Ta strona jest częścią: Pierwszej Polskiej Strony Dudziarskiej